1 Podróż właśnie dziś ma swój początek…

Dziękuję za chęć odwiedzenia mojej jakże barwnej przestrzeni. Całość pomysłu na bloga powstała w dość dziwnym dla mnie okresie. Aktualnie pisana jest książka o tym samym tytule, która jest z pewnością bardziej spójna i szczegółowa.
Blog powstał w celach ujścia nadmiaru, pozyskania w głowie czasu na spokojne i przemyślane poprowadzenie wszystkich przez moją historię i przemyślenia zawarte w książce.
Dziś niestety tylko tyle, bo jest już późno, a nie chcę Was traktować niepoważnie pisząc nieprzytomnym po całym dniu pracy i biegania za tytułowym „szczęściem”.
A może raczej za półśrodkami, które do tego szczęścia drzwi mogą uchylić.
No i to właśnie cały ja, nigdy się nie zamknę. Zapraszam więc do wielu przemyśleń, cytatów, może motywacji.  Do chwytania życia razem ze mną, nauki upadku, a co ważne dobrego wstawania po nim.
Nabierajcie chęci życia.

„Trzeba żyć bez względu na to, ile razy runęło niebo.” — D.H. Lawrence

post

95 Szczęście można albo tworzyć, albo dostrzegać…

Temat ten doprowadzi Nas do ciekawych wniosków. Co za tym idzie? O co mi tak właściwie chodzi? Cieżko tworzyć szczęście, bardziej tworzą je okoliczności, sytuacje i ludzie którzy nas otaczają. Warto więc szczęście dostrzegać. By dostrzegać szczęście, warto zacząć doceniać to co aktualnie mamy. Dostrzec rzeczy za które jesteśmy aktualnie wdzięczni losowi.

Zawsze można coś zrobić by polepszyć stan rzeczy. Dobrze jest uświadomić sobie, że życie w naszym kraju jest proste! W końcu wiele osób działa z sukcesem w Polsce, a ile z tych działań nie było by możliwe w innych okolicznościach. Ile nie można by zrobić w kraju ogarniętym głodem, stanem wojny, chorobami, kataklizmem. Lepiej nie przyzwyczajać się do tego co się posiada, zaakceptować siebie i brnąć po swoje doceniając to co nam się przydarza.

Czasem warto pozwolić sobie na niewiem. Dać sobie margines błędu. Nie warto traktować siebie za ostro. Zbyt często jesteśmy dla siebie zbyt krytyczni. Może częściej doceniajmy siebie i swoje pozytywne cechy. Powiem więcej, warto siebie nagradzać. Stawiać sobie cele jakie chcemy osiągnąć, a za realizacje ich nagradzać się prezentem jaki da nam satysfakcję. Takim oczekiwanym i wymarzonym od lat. Rozmowa ze sobą, wewnętrzna analiza i przemyślenia pomagają poznać siebie i swoje pragnienia. Bądźmy swoim własnym przyjacielem. Dowiedzmy się czego chcemy od życia, a ostatecznie pokochajmy siebie, bo jak nie my sami to kto?

Ostatecznie, nie dam wam szczęścia, nie obiecam, że będziecie szczęśliwi. Idąc krok dalej, sam sobie go nie zagwarantuje, ani nie przysięgnę, że zawsze trzymam się zasad. Jak już cytowałem Matrixa i wypowiedź Morfeusza… „Istnieje różnica pomiędzy znajomością drogi, a podążaniem nią…”. Prawda jest taka, że szczęście jest indywidualną sprawą każdego z nas, ale warto zacząć je dostrzegać tam gdzie jest. Z całego serca życzę Wam jak najwięcej powodów do szczęścia i co najważniejsze dostrzegania tych powodów przez was.

Owocnego dnia!

„Ludzie nigdy nie wiedzą, że są szczęśliwi. Wiedzą tylko kiedy, byli szczęśliwi.”

William Somerset Maugham

94 Każdy swoje dziesięć minut ma…

… by na jawie przeżyć piękny sen. Czasem piękne chwile wyczekiwane latami trwają tak krótko. Życie od zawsze bawiło się jak dziecko z lupą mrówkami. Tyle, że życie bawi się losem. Tu coś da, tam zabierze. Czasem walczymy z całych sił by zachować to co piękne, ale jest jeszcze czas i przemijanie. Czasem masz małą chwilę, by coś zrobić, by powiedzieć cześć, by powiedzieć stop. Sam wiem ile ważą słowa wypowiedziane niepotrzebnie w chwilę gdy ich moc potęguje to, iż zawsze mogą być ostatnimi. Ostatnimi naszymi, bądź ostatnimi kierowanymi do danej osoby.

Przez to zawsze wszystko muszę rozwiązać na gorąco. Nie dam odsapnąć, ale cisza potęguje to co złe, oraz niezrozumienie. Także wszystkie motywy skrywają się za mgłą. Wiemy za to, co dusimy. Mamy tak mało czasu by zareagować, by cofnąć to czego nie chcemy. By posunąć w przód to czego pragniemy. Tyle razy obudziłem się gdy było za późno. Nikt nie czeka nieskończoność, ale tym razem ja też w końcu przestałem. Nauczyłem się szacunku do siebie i opanowania emocji by iść w stronę drogi do szczęścia. Życie to ustawienie optymalnej bariery kompromisu, oraz poszukiwanie tego co daje nam szczęście, a nikt nie da ci tyle szczęścia co druga osoba, jeśli tylko będzie chciała i spojrzy na ciebie z ciepłem i zrozumieniem.

Każdy z nas ma swój bagaż, jeden lżejszy, drugi cięższy. W moim życiu ludzie się pojawiali i znikali. Wielu nie żyje, niektórzy byli źli, a inni stracili zapas cierpliwości. Jedno jest pewne, tak wielkich zmian nie zrobiłem nigdy. To czego teraz dokonuje to jest coś, co niedawno nie mogło mi się nawet przyśnić. Może to osoba która dała mi wiarę, ciepło i nadzieję. Lecz jeśli tak, to to oznacza, że co dała może zabrać, a dalsze zmiany nie będą już takie łatwe.

– Na pustyni jest się trochę samotnym.

– Równie samotnym jest się wśród ludzi.

Mały Książę

Na zawsze ponosisz odpowiedzialność za to, co oswoiłeś.

Mały Książę

93 Obciążenia psychiczne, skłonności autodestrukcyjne.

Człowiek i jego psychika kreują się już od urodzenia, przez dorastanie i poprzez otoczenie. Genetycznie też pewnie jakieś prezenty dostajemy, raz lepsze, raz gorsze. W moim przypadku łatwo nie będzie. Latam sobie na huśtawce pomiędzy niebem, a piekłem. Gdy jest źle, prowadzę do autodestrukcji, na wszystkie możliwe sposoby. Wyniszczanie się, zapijanie już coraz mniej, ale również. Wszelkie dodatki, leki, nie leki. To wszystko wtedy miło widziane. Sam sobie to piekło pogarszam i buduje mu solidne fundamenty.

Jak już się napsoci, to w końcu trzeba sprzątnąć bałagan. I tutaj błędne koło. Można się przyzwyczaić, ale za każdym razem zniszczenia idą dalej, a części skutków nie da się wyeliminować tak łatwo. W moim przypadku, najgorsza jest świadomość. Ja wiem co jest głupota, wiem czego będę żałował, ale gdy emocje są u władzy, a poczucie krzywdy rośnie. Gdy ciemność zachodzi na oczy, to już nie ma granic, oraz nie ma wolnej woli. To taka mała tortura, robić coś wbrew sobie i musieć to oglądać.

Możecie wierzyć, albo i nie. Naprawdę walczę z tym co negatywne, staram się kontrolować i zmieniać sposoby myślenia które ewidentnie mnie krzywdzą. To bardzo samotna droga, bo samemu ciężko uwierzyć w powodzenie, podjąć tę karkołomną walkę. Co dopiero można wymagać od osób z otoczenia. Nie pisali się na to, to nie ich często sprawa, chyba ze kształtowali naszą psychikę. Jeśli nie, a nie mają ochoty być narażone na wszelkie efekty. Te dobre i złe, choć te złe są mniej pożądane. To musimy takie osoby uwalniać, oraz nie męczyć ich na siłę w klatce z potworem którego nie będą w stanie zaakceptować. Nie ma co niszczyć ludziom życia, tym bardziej jeśli darzymy ich sympatią, bądź kochamy.

Owocnego dnia!

„Jakże łatwo wykorzystać czyjeś skłonności do autodestrukcji, jak łatwo strącić kogoś takiego w niebyt, a potem się odsunąć, wzruszyć ramionami i przyznać, że to nieuchronny skutek chaotycznego, tragicznego życia.”

Robert Galbraith

92 Jak to jest chcieć za wiele, czyli jak własna emocjonalność może zniszczyć relacje.

Niestety emocjonalnie jestem wyostrzony jak radar, ale i czuły na wszelkie bodźce. Może sprawia to, że można by kwestionować męskość takich cech. Żyje na pograniczu emocji, skrajnych odczuć. Łatwo przechodzę z euforii do ciężkiej depresji. Gdy kogoś kocham to ta osoba ma całkowitą władzę nad tym jak się czuję. Kilka prostych jej zachowań i mogę otrzymać szczęście. Równie łatwo jednak przychodzi i sprawienie, że skończy się mój świat, a wszystko co będę dostrzegał, będzie w czarnych barwach. To taka zależność, która nie jest łatwa.

Co kryje się za tajemniczym chcieć za wiele? Odczuwam wielką potrzebę poczucia bezpieczeństwa, takiego, że jest ktoś, dla kogo zrobię wszystko i kto dla mnie będzie w stanie zrobić nawet idiotyczną rzecz, gdy tylko wiedzieć będzie, że pomoże mi to spokojnie żyć. Odrobiny czułości, jak i takiego zainteresowania. Nikt nie jest ideałem i można wierzyć bądź nie, ja też do łatwych nie należę. Jednak trudnym dla chcącego też bym się nie nazwał. Gdy kogoś kocham to oddaje się w 150%, a nawet więcej. Tyle, że muszę czuć, że ta miłość jest pożądana. Nie czuć ignorowania, lekceważenia. Najgorsze co można zrobić to odsunąć się i milczeć. Zostawić mnie na pożarcie demonom które dokręcają śrubę bólu coraz bardziej. Dociskają mnie do ściany i zabierają wszelkie racjonalne myślenie pokazując, że nie ma po co walczyć.

Skazany wtedy na nieskończoną mękę i ataki przeżyć. Myśli które nie dają spokoju, aż ta druga osoba wykaże mały gest. Pokaże, że jest dobrze, że jest. W życiu nie ma nic ważniejszego niż miłość, ale tylko ona może również tak boleć. Z czasem gdy jest coraz częściej ciężko, głowa jak moja, zamyka się. Izoluje od źródła bólu. Mimo, że wiele moich win w tym co się wkoło mnie dzieje, zawsze towarzyszy mi niezrozumienie. Mimo porządków w swojej głowie, nadal jestem popaprany i chyba nie ma człowieka który mógłby ze mną żyć. Daje wiele spokoju, szybko się zbliżam, a chwile są piękne. Niestety nie wszystko trwać będzie wiecznie, jeśli nie włoży się w to pracy.

Owocnego dnia!

„Nauczyłem się wierzyć, że najbardziej niebezpiecznym człowiekiem jest ten, kto nie odczuwa wyrzutów sumienia. Ten, kto nigdy nie przeprasza i nie szuka przebaczenia. Bo ostatecznie to nasze emocje, a nie czyny, sprawiają że jesteśmy słabi.”

Tahereh Mafi

„Tak, to dlatego robiłam wszystko, żeby zagłuszyć emocje. Bo one bolą.”

Cate Tiernan

91 Libido, błogosławieństwo czy powód do nieporozumień…

Każdy dzień przynosi zawsze nowe pytania, a brak ich rozpisania tutaj sprawia, że robi się sterta zaległości. Mimo, że w kolejce pierw był ciężki stan i skłonności autodestrukcyjne (czeka od października, a ostatnio temat sporo się poszerzył), to nie wiadomo czemu, ten temat ruszył pierwszy. Widocznie los tak chciał…

Libido to temat rzeka, bo bywało w życiu, że opadało ono u mnie do zera, bywają momenty, że szybuje do granic możliwości i jest nie do ogarnięcia przez większość kobiet z którymi bym był. Wiadomo, często początki znajomości mogą owocować przesytem, ale z czasem zawsze zaczyna się lekka stagnacja i ta druga osoba może nie nadążać. Samo określenie libido tyczy się popędu seksualnego, takiej wewnętrznej motywacji do zaspokojenia potrzeb seksualnych. Nie muszę dodawać, że dobrze gdy oboje partnerów nie ma z nim problemu, bądź nie cierpi nie niedobór chęci.

Skąd mam wiedzieć czy odczuwana ochota na seks jest wystarczająca, zbyt słaba, czy zbyt silna? Poziom libido u każdego jest inny, zmienia się również i ewoluuje na skutek różnych czynników, czy to biologicznych, fizycznych czy społecznych. Wiele substancji w organizmie człowieka również reguluje intensywność czy też poziom libido. Mowa tutaj o takich jak dopamina, serotonina, acetylocholina, noradrenalina, testosteron, estrogen, progesteron czy oksytocyna. Często wpływa na to też nerwica czy depresja. W moim przypadku nigdy nie łatwo było wrócić do normy gdy już libido legło w gruzach. Często gdy wracam do normy, bądź uruchamiam się, aż za bardzo, jakbym nadrabiał braki to ciężko mi zbudować okoliczności które pozwolą mi to zachować.

Najgorsze jest to, że na poziom libido wpływa tyle czynników, że ciężko dojść do tego co aktualnie nam psuje zabawę. Ciężko też unikać wszystkich takich czynników, jak na przykład stres, nieregularne jedzenie czy też przemęczenie organizmu. Dodatkowo, gdy jedna osoba jest bardziej podatna na spadki libido niż druga, pojawia się czynnik niezrozumienia, myśli, że samemu jest się powodem niechęci partnera. Jednym słowem uruchamia się lawina.

Reasumując, przy odpowiedniej rozmowie, zrozumieniu i chęci dwóch osób. Libido nie musi być powodem do nieporozumień, lecz jego spadki na pewno nie są również błogosławieństwem. Dlatego cieszmy się momentami gdy jest ono wysokie u obydwu partnerów, bo wtedy napewno można nazwać je błogosławieństwem, a chwile wtedy spędzone dobrymi i budującymi. Są ludzie którzy bardzo poważnie podchodzą do tematu bliskości i seksu, bo buduje to ich pełen zrozumienia i radości związek. Pamiętajmy, że seks podnosi również poziom endorfin, czyli taka śnieżna kula libido i radości. Nie katujmy się za braki czy przestoje, ale starajmy się aby pamiętać, że brak interakcji również powoduje tylko pewne oddalenie. Więc gdy wiekiem nie pukamy w wieko trumny od spodu, raczej powinniśmy zastanowić się nad życiem, stanem zdrowia i chęcią do wszystkiego, nie tylko w łóżku, ale i w życiu oraz innych jego aktywnościach.

„W świecie idealnym można by pieprzyć się z ludźmi, nie oddając im kawałka własnego serca, ale każdy przelotny pocałunek, każde dotknięcie ciała to kolejny odłamek serca, którego już nie ujrzymy.
Aż w końcu samodzielne chodzenie (budzenie się? mówienie?) staje się nie do zniesienia.”

Neil Gaiman

„Miłość: jest to dające szczęście pragnienie uprawiania seksu wyłącznie z jedną osobą, mimo nadarzających się okazji do uprawiania go z innymi.”

Orhan Pamuk

90 Miłość, związek, szczęście, toksyczność.

Przemyślenia o miłości i związkach nigdy do łatwych nie należały. Tam gdzie pojawiają się, emocje, przywiązanie i uczucia własne oraz drugiej osoby, pojawia się również nie mały orzech do zgryzienia w postaci zrozumienia sensu bytu i istnienia. Jest spora różnica między miłością autentyczną, pełną namiętności i uniesień targanych wszelkimi emocjami, a miłością bolesną, destrukcyjną i toksyczną.

Zaufanie to jeden z fundamentów na którym można oprzeć poprawnie funkcjonujący związek. Gdy ono zaczyna szwankować, to całość idzie w prawdopodobnie złą stronę. Toksyczna miłość może generować zazdrość. Często ugruntowane jest to niskim poczuciem własnej wartości, brakiem przekonania, że jest się w stanie zainteresować sobą drugiej osoby na dłużej. Często pojawia się nieuzasadniona konkurencja skierowana w stronę losowych ludzi, aby rywalizować o względy. Pokierowania oczywiście poczuciem zagrożenia.

Indywidualność, samodzielność to również fundamenty zdrowej relacji. W relacji toksycznej w miejscu samodzielności, znajdziemy współzależność. Angażowanie się całkowicie w życie, relacje i zajęcia drugiej osoby skutkuje zaniedbaniem swojego życia, rezygnacje z celów, przyjaciół czy pasji. Jedna ze stron porzuca swoje pomysły i działania z obawy przed naganą czy krytyką ze strony drugiej. Do czego to prowadzi? Warto odpowiedzieć sobie samemu.

W konsekwencji zaczyna kuleć rozwój osobisty, wzrost umiejętności i wewnętrzna siła. Miłość i związek powinny rozwijać obie strony, gdy tak się nie dzieje wpadamy w stagnację. W toksycznej relacji człowiek czerpie jak najwięcej dla siebie. Podyktowane jest to obawą o to, że druga osoba nas wyprzedzi, rozwinie się za bardzo, a w konsekwencji porzuci. Blokuje to i utrudnia rozwój jednej ze stron.

W takiej relacji można też zauważyć brak tolerancji i zrozumienia różnic. Zdrowa relacja zachęca do dzielenia się odczuciami. Toksyczna objawia się silną potrzebą zmienienia drugiej osoby w kogoś kogo obraz sobie utworzyliśmy. Sprawia, że nie chcemy kochać tej osoby taką jaką jest, lecz taką jaką sobie upatrzyliśmy. Powoduje to zakochanie w fałszywym obrazie i strach przed zderzeniem z rzeczywistością. Konfrontacją która może być dla nas bolesna.

Można by poruszyć temat braku rozmów, kompromisów, troski czy też problemy z wykorzystaniem intymności. Nie mniej jednak post i tak już rozwinął się za bardzo jak na ramy którymi chciałem się kierować… Zgłębiając ostatnio temat relacji doszedłem do takich, a nie innych wniosków. Część przejąłem jako trafne moim skromnym zdaniem. Gdy obudzę się znów na tyle by coś napisać, pewnie będziecie mogli się z tym zapoznać.

Owocnego dnia!

„Nie jesteśmy już dziećmi i jeśli pozostajemy w toksycznym związku, to dlatego, że akceptujemy jego szkodliwość, wierzymy, że na nią zasługujemy. Istnieje pewien limit trucizny, jaki jesteśmy w stanie znieść. Nikt jednak w całym świecie nie szkodzi nam, nie obraża, nie poniewiera, nie wykorzystuje nas tak, jak my sami. Równocześnie limit samoponiżania równa się limitowi, jaki możemy wytrzymać ze strony innych ludzi.”

Don Miguel Ruiz „Ścieżka miłości”

Photo by Davide Baraldi on Pexels.com

89 ALAZIA czyli strach przed tym, że już nie można się zmienić.

Najgorsze z czym możemy się spotkać w naszej głowie czy opinii bliskich to przeświadczenie, że jest już za późno. Wizja, że minęło już za dużo czasu, bądź jesteśmy za starzy na zmiany. Do tego wszystkiego co umieszczane jest w naszej głowie często dochodzi Zenosyna. Wewnętrzne uczucie, że czas płynie z roku na rok coraz szybciej.

Oczywiście czujemy, że czas płynie coraz szybciej i z pewnością nie jest to łatwe uczucie. Plany które jeszcze nie zostały zrealizowane, cele które nie zostały osiągnięte, a czas jest nieubłagany i nie jesteśmy go w stanie sobie kupić. Z roku na rok stajemy się starsi to prawda, ale warto pamiętać, że żyjemy tu i teraz. Nie będziemy w stanie już działać w przeszłości, czy zmienić swoich podjętych decyzji. Warto zatem skupić się na tym co dalej.

Gdy się rodzimy, zaczyna się kształtowanie naszej osobowości. Rodzice wpajają nam wartości, bądź przekazują złe wzorce. Z czasem kształtują się nasze wady i zalety. Potem decyzja przekazywana jest na nas pytaniem: Kim chcesz zostać jak dorośniesz? To nasza pierwsza odpowiedzialność. Nie możemy pominąć swoich wad, ani się ich pozbyć na siłę wymuszając zmianę. Jednak z upływem czasu nasza osobowość nabiera coraz większej spójności. Od lat gdy ją kształtujemy, po lata gdy kierujemy się dobrze nam znanymi i wydeptanymi wielokrotnie drogami.

Głęboko wierzę, że droga do zmiany samego siebie jest dostępna dla każdego z nas. Może tylko ścieżka ma różne poziomy trudności w zależności od tego jak bardzo utwardziliśmy się w swoich przekonaniach, jak bardzo pochłonął nas nasz własny cynizm. Do zmian potrzeba wewnętrznej decyzji i wizji samego siebie takiego, jakiego chcielibyśmy widzieć. Praca nad sobą i rozwój własnej osobowości to praca na pełen etat. Żadne ze zmian w naszej osobowości i w nas samych nie są łatwe. Wymagają wiele szczerości z samym sobą oraz wiele wytrwałości i wiary by dążyć do pewnego rodzaju doskonałości. Doskonałości jaką ośmieliliśmy się sobie wymarzyć.

Owocnego dnia!

„Osobowość kształtuje się nie przez piękne słowa, lecz pracą i własnym wysiłkiem.”

Albert Einstein

88 Święta, miłość, spokój, zrozumienie?

Nadeszły, a raczej już nawet przeminęły magiczne, inne niż wszystkie, covidowe Święta Bożego Narodzenia. Ludzie jak zwykle powariowali, sytuacji ciekawych się namnożyło więc i przemyślenia mniejsze bądź większe się pojawiły.

Jeżdżąc sporo po mieście w tym magicznym jakże dla większości czasie nie omieszkałem zaobserwować kilku ciekawych jak na ten czas miłości do drugiego człowieka sytuacji. Pomijam fakt, że część na drodze się prawie biła. Jednak patrząc na ludzi w okresie gdy powinni być dla siebie życzliwi, oraz takim, z którego powinni w większości czerpać radość i przyjemność. Czułem się chyba najprościej w świecie zawiedziony.

Ludzie w tym okresie wysiadają do siebie na światłach i to nie by życzyć wesołych świąt drugiemu, a najzwyczajniej w świecie wylać wiadro pomyj w słowach, wyładować nerwy które zgromadziły się najczęściej z błahostki. Inni czerpią przyjemność i budują samoocenę wyżywając się na przypadkowej ekspedientce w sklepie.

Wszystko to w dzień, gdy kilka godzin później usiądą do stołu z rodziną i będą sobie życzyć spokojnych świąt pełnych miłości. Paradoks życia, gdzie ta miłość była cały dzień, gdzie spokój? Czemu niszczyli dzień wszystkim w koło by poprawić sobie nastój i wyładować swoje frustracje?

Pytania jakie stawiam oczywiście są retoryczne. Nie wymagam odpowiedzi, bo sama odpowiedź potrzebna nie jest. Bardziej na miejscu byłaby odpowiednia refleksja do której wszystkich namawiam. Kiedy znajdzie się w nas więcej empatii, świat stanie się lepszy i bardziej przyjazny również dla nas samych.

Owocnego dnia!

„Dając świadectwo naszej miłości, sami wzbogacajmy się o tę miłość.

Miłość to owoc każdej pory roku, więc zawsze jest w zasięgu ręki.”

Matka Teresa z Kalkuty

87 Czy system edukacji buduje czy niszczy?

Chciało by się powiedzieć, system edukacji im starszy tym głupszy. Zastanawiam się jednak jak dużo ten system buduje, a jak wiele niszczy. Przykład? Kreatywne myślenie, indywidualizm, różnorodność. To wszystko często jest w nim zabijane. Zaczynajac od tego, że jako ludzie mamy różne umysły i w różnorodny sposób przyswajamy wiedzę.

Rozmawiam z wieloma osobami, w tym takimi które prowadzą wykłady od lat i rzeczywiście wnioski są proste. Indywidualizm, dyskusja, różne punkty widzenia nie są miłe widziane w naszej edukacji. Ostatnio ktoś stwierdził, że nawet na kierunki kreatywne nakładane są jakieś klucze i standardy myślenia.

Kwestia nie tyczy się nawet samych zmian które podążają w złym kierunku, ale sposobu edukacji. Zawsze zniechęcało mnie przyjmowanie wszystkiego za pewnik i na wiarę. Jestem typem który musi wiedzieć dlaczego i jak coś się dzieje. Nie tylko, że tak jest i już. Nie każdy uczy się na tzw. „blachę”, niektórzy potrzebują zrozumieć temat. Wniosek prosty i szybki, może i budujemy podstawy surowej wiedzy, ale zabijamy często całą swoją kreatywność.

P.S. Ta część pojawia się po raz pierwszy i raczej ostatni. Wyjątkowo pojawiła się potrzeba wyjaśnień. Ostatni post wieszczył powrót i tak miało być, ale powyższy post sprawił, że utknąłem. Próbowałem wracać, ale brak było pomysłu, nowy edytor irytował i przekładało się to z miesiąca na miesiąc za co przepraszam… Wygląd i układ posta zmieniony przez nowy edytor, mam nadzieję wrócić do swojej prostoty życia.

Owocnego dnia!

„Największy leniuch w podstawówce zna dziś prawdy, za które Archimedes oddałby życie.”

Ernest Renan

Photo by Ivan Bertolazzi on Pexels.com

86 „… po rozstania i powroty… „

Czas leci nieubłaganie. Próbowałem tu powrócić wiele razy, ale zawsze coś mi przeszkodziło. Na telefonie nie pamiętałem hasła, brak mi było pomysłów, brak czasu. Wiele się zmienia, wiele jest do powiedzenia.

W pierwszej kolejności. Ostatni post 12 grudnia, co oznacza, że był to początek „czelendżu” 200 dni bez alkoholu. Oznacza to, że nie pisałem ponad pół roku, bo zakończyłem go sukcesem gdzieś w połowie czerwca. Co do pytania, jak się żyje jako abstynent, czy nie pije w sylwestra? Całkiem spoko, po jakimś czasie piwo bezalkoholowe smakuje normalnie, a do innych trunków jakoś nie ciągnie człowieka. Na pewno spada waga, nie podjada się tyle i nie ma ani kaców, ani depresji po piciu przez kilka dni… Oprócz tego alkohol w pewnych ilościach daje więcej dobrego niż złego.

Po zamknięciu biznesów, poszukiwaniach drogi gdzie mógłbym odpocząć, zwolnić, zrobić sobie wakacje, wreszcie nastał nowy porządek. Jeżdżę z punktu do punktu taksówką i gadam, a to akurat i lubię i nie mogę powstrzymać. Poznaje ludzi, spędzam czas i zarabiam. Może nie jest to zajęcie dające wiele wyzwań, ale daje się wyciszyć, uspokoić i wprowadzić w pewną prostotę egzystencji. Może w środku myślę o różnych nowych projektach jakie mógłbym zrealizować, ale nic na siłę. Na spokojnie.

Skoro już po takim czasie wróciłem, to myślę, że ten powrót nie jest na marne, mam kilka tematów które można by poruszyć. Kilka przemyśleń którymi pewnie się podzielę, a co najważniejsze bagaż myśli które terapeutycznie gdzieś zrzucić trzeba. Mam nadzieję, że zdążyliście ode mnie odpocząć, bo uderzam znów i nie zamierzam dać wytchnienia 🙂

Owocnego dnia!

„Czemu zawsze wracasz,skoro nie masz zamiaru zostać?
Bo nawet jeśli odchodzisz,nigdy nie odchodzisz do końca.”

Brodi Ashton

pexels-photo-1749057.jpeg
Photo by P C on Pexels.com